Ola nie żyje…
Śpieszmy się kochać ludzi
tak szybko odchodzą ...
To jedna z tych sytuacji, gdy słowa zawodzą:
część z nich wydaje się nazbyt banalna,
a pozostałe niepotrzebnie patetyczne.
Chcemy jednak opowiedzieć
o bardzo wartościowej osobie,
którą mieliśmy szczęście poznać
i która stanowiła część naszego zespołu.
Kiedy śmierć zabiera bliskiego Ci człowieka – a zwłaszcza, kiedy człowiek ten jest młody, śmierć zaś nagła – jakiś wewnętrzny imperatyw każe się zatrzymać. Myśli wysiadają na moment z pędzącego „czasopociągu” i powoli, z namaszczeniem cofają się ku przeszłości. Ku chwilom, w których On, Ona ciągle żyją, w których kontynuujecie niedokończone dialogi, śmiejecie się znów z pokonanych przeciwności, planujecie lepszą przyszłość… Od wczoraj, kiedy to telefon od Kamili wcielił się w rolę czarnych żagli Tezeusza, często wyruszam w takie wędrówki, odnajduję na nowo ścieżki, po których chadzaliśmy razem z Olą…
Początki przyjaźni z TPG
To była nietypowa dziewczyna – nietypowe były też jej początki w TPG. Kiedy w marcu Magda Ramos, odchodząc z naszego projektu, zwolniła stanowisko mojej asystentki, powiesiliśmy w Internecie ogłoszenie o pracę: spośród trzydziestu kilku kandydatów wybraliśmy Justynę Dubanik. Wśród nadesłanych zgłoszeń jedno było zdecydowanie niestandardowe. Oto jego treść: „Szanowni Państwo. Jestem zainteresowana Państwa ofertą pracy w charakterze asystenta koordynatora projektu. Obecnie studiuję administrowanie funduszami unijnymi i chciałabym połączyć wiedzę teoretyczną z praktyką. W związku z tym zwracam się z uprzejmą prośbą: czy istnieje możliwość zatrudnienia mnie na stanowisku asystenta koordynatora projektu w charakterze wolontariusza. […] Pozdrawiam serdecznie, Aleksandra Popławska.” Ktoś z nie najmniejszymi przecież kwalifikacjami zgłasza się do pracy, z którą wielu łączy duże zarobki i chce być wolontariuszem? Nie mogłem uwierzyć. Zadzwoniłem. Aleksandra potwierdziła. Dość szybko umówiliśmy się na spotkanie. Ustaliliśmy metody współpracy: Ola większość rzeczy zobowiązała się wykonywać w domu, a mniej więcej raz w tygodniu, po swojej pracy zarobkowej, miała wpadać do biura TPG i spędzać popołudniowo-wieczorne godziny z osobami, które zamiast odpoczywać w domu, akurat w tym czasie pracowały przy projekcie (takich u nas nie brakuje).
Wielka praca
Tak też się stało. 21 kwietnia podpisaliśmy porozumienie o wolontariacie. Ola była wszechstronna. Swoją walkę „na wszystkich frontach świata ” rozpoczęła od pomocy w rekrutacji beneficjentów projektu. Razem z Juką (czyt.: Justyną Kalitą) tworzyła bazy teleadresowe urzędów wojewódzkich, powiatowych, gminnych, PCPR, OPS etc. – dzięki temu mogliśmy wysłać informację o projekcie do kilku tysięcy jednostek samorządu terytorialnego w całej Polsce. Następnie pomagała Madzi Kocejko w analizowaniu ankiet ewaluacyjnych uczestników oraz kadry warsztatów dla osób głuchoniewidomych w Bydgoszczy. Wspierała Justynę Dubanik w tworzeniu raportów finansowych do PFRON-u. Spędziła z nami pracowitą noc, w czasie której wykuwała się koncepcja folderu dla pracodawców. Wysyłając maile do setek redakcji i portali informacyjnych, rozpoczęła kampanię promocyjną, przygotowywaną przez Tomka Bąkowskiego i Kasię Gromadzką.
Mówiąc krótko: była wszędzie. Pracując – uczyła się. Pomagając – sama korzystała. Nie dość, że swoją wiedzę teoretyczną, zdobytą na studiach, mogła zweryfikować w praktyce (a praktyka realizacji dużego projektu, to rzeczywistość na tyle złożona, barwna, relacyjna i niestandardowa, że żadna teoria nie jest w stanie do niej w pełni przygotować), to jeszcze wykorzystała „tepegowskie” know-how do napisania i obronienia projektu dyplomowego – dzięki pomocy naszych speców od projektów, Marka Łyskawy oraz Madzi Kocejko, dyplom został oceniony celująco.
Jednak największym dziełem Oli była baza danych. Oczywiście nie sam program informatyczny stworzony przez Michała Radzkiego, ale wnętrze bazy, czyli kilkanaście tysięcy wprowadzonych dokumentów, z których aplikacja generować może co najmniej kilkadziesiąt rodzajów raportów. Nie ma sensu w tej chwili opowiadać o bardzo ważnej funkcji, jaką baza spełnia w realizowanym projekcie, ani też szczegółowo omawiać zadań wykonanych przez Olę. Powiem więc krótko: Ola nas uratowała. Poświęcając kilkadziesiąt godzin, sprawdzając, poprawiając i wprowadzając do programu prawie dwa tysiące dokumentów elektronicznych stała się „specjalistką od bazy”. Nikt z zespołu nie miałby na to zadanie ani tyle czasu, ani tyle serca. A że była to praca ogromnie ważna, przekonałem się w zeszłym tygodniu, kiedy na szybko musiałem przygotować dla PFRON-u korekty do kilku sprawozdań merytorycznych. Czterdzieści tabel, czyli prawie tysiąc liczb do zweryfikowania. Gdybym danych miał szukać w dokumentach źródłowych, zajęłoby mi to co najmniej tydzień. Z bazą zrobiłem to w kilka godzin! Nie dziwicie się więc chyba, że kiedy rozmawialiśmy z Justyną, czy Magdą na temat tego, jakiego ogromu pracy wymaga baza danych, kiwaliśmy tylko głowami, mówiąc pod nosem: „Boże, jak dobrze, że jest Ola!”.
Wielki człowiek
Jaka była Ola? To trudne pytanie, właściwie w kontekście każdego człowieka. Cóż można powiedzieć o kimś, kogo znało się zaledwie kilka miesięcy. Świadomy wielkiej niedoskonałości obrazu, spróbuję jednak zmierzyć się z tą kwestią. Ola była niepełnosprawna. Tak, wiem, to nie jest najważniejsza sprawa, a stawianie jej na pierwszym miejscu zakrawa na dyskryminację. Biorąc jednak pod uwagę moje doświadczenia z osobami niepełnosprawnymi, gdzie niesprawność fizyczna determinowała często supersprawność psychiczno-duchową, zaryzykuję taką kolejność. Dlaczego? Otóż, w moim odczuciu ruchowa niesprawność Oli (poruszała się o kulach) stanowiła ważny składnik jej pracy, różnych decyzji, w tym chęci pomagania TPG. Ola, sama dotknięta pewna dysfunkcją, chciała pomagać innym osobom niepełnosprawnym. Cieszyła się z tego, że jej zaangażowanie w realizację projektu, pośrednio poprawia jakość życia osób głuchoniewidomych. Wydaje mi się, że niepełnosprawność Oli stanowiła też ważny czynnik motywacyjny do stałego rozwoju: ta dziewczyna miała w sobie ogromną (choć skromną, nieagresywną) ambicję, wolę walki o jak najpełniejsze funkcjonowanie w społeczeństwie, ciągłą gotowość podnoszenia wiedzy i kwalifikacji. Doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, iż ma gorszą pozycję startową. To jej jednak nie deprymowało, raczej mobilizowało do większych jeszcze starań. Prosty przykład: dla pracowników pełnosprawnych dojście do biura to pestka. Ola z ulicy Górczewskiej na Deotymy 41 szła prawie pół godziny... nigdy, choćby słowem, nie poskarżyła się na tę trudność.
Zdolność do uczenia się, otwartość na zmiany – to były naprawdę mocne strony tej dziewczyny. Z radością przyjmowała nowe zlecenia, chętnie pomagała różnym osobom, w różnej problematyce, nawet, jeśli zadania bywały mniej ambitne (ot, choćby zmiana nazw plików – czysta mechanika). Wiedziała, że w ten sposób skorzysta najwięcej: zarówno pod kątem zawodowym, jak też osobistym. Myślę, że z radością korzystała z „kobiecego światka TPG” – w luźnych rozmowach, żartach, ciekawych żeńskich pomysłach na życie (w naszym projektowym biurze, zdecydowaną większość stanowią dziewczyny) kształtowała się i pogłębiała jej kobieca tożsamość, a także tożsamość świadomego obywatela, klasycznego pozarządowca. Z drugiej strony niejednokrotnie słyszałem, jak dziewczyny w swoich rozmowach, wspominały o tym, jak bardzo Ola im imponuje i że również prywatnie bardzo cieszą się, że dołączyła do naszego zespołu.
Ola uczenie się przenosiła skutecznie na poziom metodyki pracy. Pamiętam, jak po krótkiej rozmowie, w której poprosiłem o bardziej uporządkowaną formę raportowania postępów w pracy, dostałem maila podzielonego na części, punkty, podpunkty... pełna przejrzystość.
To swoiste uporządkowanie bardzo dobrze zharmonizowało się z jeszcze jedną cechą Oli. Mianowicie z sumiennością. „W naturze” rzadko występuje uwielbiany przez pracodawców typ relacji: mówisz – masz. Ola taka właśnie była. Mogła różne rzeczy zrobić wolniej (odpowiednio wcześniej o tym powiadamiając), mogła potrzebować mojej pomocy w jakimś szczegółowym problemie (zawsze dokładnie go określając), ale generalnie, gdy przyjęła konkretne zadanie, to wiadomo było, że dostarczy zamierzony efekt. Nie trzeba było jej pilnować, nie trzeba było pamiętać złożonych aspektów zagadnienia. „Ola przejęła zadanie? Aha, mogę spokojnie zająć się innymi rzeczami”. Zawsze punktualna i obowiązkowa – była jednym z nielicznych osób działających przy projekcie, które w terminie dostarczały raporty ze swojej pracy. Pod wieloma względami warto było mieć ją za wzór.
Jaka jeszcze była Ola? Fajna. Tak po prostu. Skromna, nie narzucająca się. Zadowolona z tego, co ma. Często uśmiechnięta. Emanowała optymizmem. Miło było od niej słyszeć, że podobne cechy znajduje w TPG. Lubiła nas, lubiła pracę przy projekcie, lubiła spędzać czas na Deotymy. Zresztą, nie musiała tego wyrażać słowami. Cały tydzień urlopu w swojej pracy zarobkowej spędziła... nie, nie na Costa Brava, ale w naszym biurze. Dzień w dzień, przez bitych osiem godzin. To chyba coś więcej niż praktyka wolontariacka, nieprawdaż?
Miała być po szesnastej
Ostatni czas nie był dla niej łatwy. Kilka dni spędziła w szpitalu. Kiedy dwa tygodnie temu ostatni raz widzieliśmy się w TPG (nie przypuszczałem, że będzie to tak pamiętna chwila…), Ola stała na kilku rozdrożach: rozglądała się za nową pracą, szukała studiów, dzięki którym mogłaby dalej mieszkać w akademiku, wybierała samochód, na zakup którego otrzymała dofinansowanie. Widać było w niej lekki niepokój... ale także jeszcze większą determinację do walki z trudnościami. W pracy nie zwalniała tempa, była gotowa wspomóc mnie w przygotowywaniu korekt raportów dla PFRON-u. Zleciłem jej ostatnią porcję plików do korekty. Umówiliśmy się na wtorek, po jej pracy. Miała przyjść po 16. Nie przyszła... Na Okopowej [w Warszawie – przyp. red.] potrąciła ją ciężarówka... Zmarła w szpitalu, kilka godzin później.
Na profilu gadu gadu Ola w dniu śmierci miała cytat z ks. Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Cóż dodać? Tylko to: chciałbym być tak dobrym człowiekiem jak Ty, wtedy na pewno spotkamy się za czas jakiś...
Tekst:
Przemysław Żydok
(pracownik centralnego biura TPG w Warszawie)
koordynator merytoryczny
projektu realizowanego pod hasłem :
„Weź sprawy w swoje ręce…”
„Zetknęłam się z Olą przelotem, jeden jedyny raz. Poznałam ją na korytarzu przed wejściem do pokoju POKL i na zawsze pozostanie we mnie jej radosne, pełne entuzjazmu spojrzenie w stylu: "no, dobra, to zabieram się do mojej roboty.”
Wszystkim nam życzę, byśmy czerpali z pracy taką radość, jaka wyrażała się w jej mądrych i radosnych oczach, byśmy pielęgnowali w sobie jej/nasz entuzjazm.” [Małgosia]
„Będę pamiętać w modlitwie o Oli.” [Anita]
„To rzeczywiście smutna wiadomość (…) Ponieważ również niemal miesiąc temu przeżywałem tragedię związaną z odejściem bardzo młodego człowieka, tym bardziej rozumiem dramat rodziny. Ufam, że ktoś z naszej strony będzie mógł uczestniczyć w ostatniej drodze Oli i przekazać wyrazy współczucia rodzinie i wyrazy uznania dla Oli.” [Grzegorz]
„Chciałam powiedzieć że Ola była ważna u nas nie tylko dlatego, że była super-wolontariuszką, solidnie i z zaangażowaniem podchodzącą do zadań. Ona zostawiła ślad większy. Była zawsze uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona, chciała się uczyć, rozwijać. Ja uczyłam się od niej właściwego podejścia do rzeczywistości, czerpałam pozytywną energię, wstydziłam się za własne niedociągnięcia. Na gg pisała zawsze z czego się cieszy, co się udało. Lubiła żyć. I dobrze się u nas czuła, dawała to odczuć. Bardzo jej będzie brakować...” [Justyna]
skomentuj (0)